piątek, 15 listopada 2013

Rozdział 10

*Oczami Astrid*
-Ok,więc mieszkam w Londynie,moi rodzice nie żyją,moim najlepszym kumplem jest Niall,nie mam dziewczyny.-Powiedział i puścił mi oczko.
-Przykro mi z powodu twoich rodziców...czym się zajmujesz?-Zapytałam ignorując jego gest.
-Eee...niczym ważnym.-Odpowiedział wymijająco.
-No dobra,co robimy?-Zaczynało mi się nudzić.Ciekawe czy Lou przypadkiem czegoś nie ukrywa.
-Hmm...-Uśmiechnął się,chwycił poduszkę i uderzył mnie nią.
-Haha,dobra!-Chwyciłam druga poduszkę i również uderzyłam chłopaka.
Tłukliśmy się,aż nam(a raczej mi) nie zabrakło sił.Dostałam poduszką i upadłam na Louisa.
-Przepraszam!Nic ci nie jest?-Przeraziłam się.
-Nic sie nie stało,nawet fajnie być przygniecionym przez ciebie,hahahah...-Powiedział i zaśmiał się.
-...Jeszcze raz sorki.-Powiedziałam i podniosłam się z chłopaka.
-Spox.-Również się podniósł.
-Ale jestem głodna,wogóle śniadania nie jadłam.-Oznajmiłam nie wiadomo po co.
-No to chodźmy coś ugotować.-Powiedział i zszedł na dół.Ja również poszłam na dół.W kuchni zastałam Tommo grzebiącego w logówce.
-Zrobimy spaghetti.-Oznajmił.
-Ok.-Wszystko jedno co,bylebym mogła zjeść.
Pomogłam wyciągnąć składniki na stół.Chwilę potem zabraliśmy się do roboty.Nie wiedziałam,że Lou umie trochę gotować.Pewnie jeszcze wielu rzeczy o nim nie wiem i wcale ten fakt mnie nie cieszy.Po jakiejś godzinie pełnej bitew na jedzenie danie było gotowe.Na szczęście mieliśmy tylko brudne twarze.Umyliśmy sie i zaczęliśmy jeść.
-Fajnie się z tobą gotowało.-Przerwałam ciszę.
-Mi z tobą też.-Odparł.
Gdy skończyliśmy jeść wzięłam się za zmywanie naczyń.Oczywiście mamy zmywarkę,ale chwilowo jest w naprawie.
-Daj,ja pozmywam.-Zaoferował pomoc Louis.
-Nie,ty prawie sam ugotowałeś  spaghetti,więc ja chociaż pozmywam.-Uparłam się.
-No doobra,znaj moją dobra stronę.-Oparł się chyba o stół.
-Co robisz?-Zapytałam wiedząc,że cały czas jest w kuchni.
-Czekam,aż skończysz zmywać.-Odparł.
W końcu udało mi sie pozmywać wszystkie naczynia.
-Co teraz robimy?-Miałam nadzieję,że coś wymyśli.
-Może pójdziemy na spacer?-Zaproponował.
-Ok.-Poszliśmy ubierać buty.Na dworze na szczęście było ciepło,dokładnie początek lata.Postanowiliśmy pójść nad jezioro.
                                          *W tym samym czasie-oczami Meg*
Na śniadanie poszłam do kawiarni,w zasadzie to takiej jakby restauracji.Lubiłam tu przychodzić.Dzisiaj coś mi tak nudno było samej,więc postanowiłam zadzwonić do Cassie...Zgodziła się na spotkanie,ma być za jakieś 10 minut.W między czasie weszłam sobie na telefonie na facebooka.Usłyszałam jak ktoś przysiada sie do mojego stolika.Wylogowałam się i schowałam telefon do torebki.
-Heej,już jestem.-Przywitała sie Cassie.
-Hej.-Odpowiedziałam.
-Widzę,że lubisz tu przychodzić.-Stwierdziła.
-Tak,fajne miejsce...Może opowiesz coś o sobie?
-Ok,nazywam się Cassie Break.Mam 19 lat.Mieszkam niedaleko tej kawiarenki,nie mam rodzeństwa i chłopaka.Moi rodzice mieszkają we Francji.Przyjechałam tu,bo miałam dość francuskiej atmosfery.Chciałam zasmakować życia,jak to mówią...Teraz ty.-Powiedziała.
-Aha,więc nazywam się Megan Trush,mam  19 lat.Nie mam chłopaka.Także mieszkam niedaleko tej kawiarni.Pochodzę z Polski.Moi rodzice...nie żyją.Mam starszego o rok brata,który wyjechał do hiszpanii spełniać swoje marzenia.Zostawił mnie na pastwę losu...nawet nie wiem co się z nim teraz dzieje.Moją najlepsza przyjaciółka jest Astrid,jesteśmy jak siostry..-Skończyłam opowiadać.
-Jej...przykro mi z powodu twoich rodziców i brata.
-Eee tam,przyzwyczaiłam się do tego.
Gadałyśmy jeszcze z jakieś 50 min.
-nom...wiesz co?Ja już muszę iść,papa.-Spojrzałam na zegarek,przecież mam jeszcze spotkanie z Niallem.
-Spoko,papa.-Odpowiedziała.
Zabrałam swoje rzeczy i wyszłam.Postanowiłam pójść jeszcze do domu.Trochę głupio zrobiłam zostawiając Astrid samą w domu.
                                              *W tym samym czasie-paczydełkami Astry*
Właśnie wracaliśmy z nad jeziora.Świetnie się bawiłam.Byliśmy cali mokrzy,bo Louis postanowił wrzucić mnie do wody,a ja go pociągnęłam ze sobą.Idąc trzymaliśmy się za ręce.
-Teraz jestem cała mokra,będę musiała się przebrać!-Oburzyłam się.
-Oj tam,oj tam,też jestem mokry.-Uśmiechnął się.
-No właśnie...w co ty się przebierzesz?
-W nic...
-nie możesz chodzić w mokrych ubraniach..W domu wysuszę ci koszulkę i dam si jakieś inne spodnie.Coś się wygrzebie.-Uśmiechnęłam się przyjaźnie.
-Doobra,ale nie będzie to dla ciebie kłopot?
-Niee no cos ty.
Weszliśmy do domu.
-Poczekaj chwilkę.-Powiedziałam i pobiegłam na górę.
Zaczęłam szukać jakichś spodni.Mam!Znalazłam spodnie brata Meg,gdy u nas był (daawno temu).Powinny być dobre.Wzięłam je i zeszłam na dół.
-mogą być?-Mam nadzieję,że tak.
-Jasne dzięki.-Powiedział i zaczął ściągać mokra koszulkę.Po chwili dał mi ją.Zobaczyłam jego nagi tors.Woow,ale kaloryfer...zaczęłam się gapić jak głupia.Mam nadzieję,że w porę sie opamiętałam i Louis tego nie zauważył.Szybko poszłam do łazienki i powiesiłam koszulkę.Gdy wyszłam chłopak był już przebrany w nowe spodnie.Te mokre także wzięłam i powiesiłam.
-Teraz ja idę się przebrać.-Powiedziałam,ale nie zdążyłam wejść na górę.Louis podniósł mnie w stylu ślubnym i zaczął kierować się na dwór.
-Co ty robisz?-Byłam zdezorientowana.
-Haha,zobaczysz za chwilę.-Ujrzałam basen...O NIE!
-Puść mnie idioto!-Chłopak puścił mnie i wpadłam do basenu.
-Proszę bardzo,puściłem cię tak jak prosiłaś,hahahah..-Śmiał się.
Mam pomysł...
-Ale ja nie umiem pływać!Pomocy!-Zaczęłam udawać,że się topię.Tommo szybko wskoczył do basenu chcąc mnie ratować.
-Hahaha!Nabrałeś się!-Tym razem ja się śmiałam.
-Oż ty!Zaraz zobaczymy czy dalej będzie ci do śmiechu!-Zaczął mnie chlapać.Nie pozostałam dłużna i zaczęłam chlapać Louisa.Można powiedzieć,że była to wodna wojna.W końcu przestaliśmy.Louis przybliżył się do mnie.Chyba wiem co chce zrobić.Nasze twarze dzieliły jakieś 2 cm.Czułam jego oddech na swojej twarzy.
-Wiesz,że ja wygrałem?-Powiedział mi do ucha.
-No tak i co z tego?-Zapytałam.
-Należy mi się nagroda.-Uśmiechnął się zadziornie i pocałował mnie.Trochę mnie to zdziwiło,ale po chwili zatraciłam się w pocałunkach.Chłopak całował coraz bardziej namiętnie,chwilę potem zszedł niżej i całował mnie w szyję.Robił mi malinkę!Nie..nie chcę,przynajmniej nie teraz.Przeszłość zaczęła mi się przypominać,a nie są to miłe wspomnienia.
-Louis...przepraszam,nie mogę.-Pojedyncze łzy kapały z moich policzków do  basenu.
-Ok,przepraszam...nie powinienem.nie wiem co mnie napadło.-Tłumaczył się,lecz ja przerwałam mu delikatnym pocałunkkiem w usta.Lou trochę się zdziwił,ale zaraz na jego twarzy pojawił się uśmiech.
-Nie musisz się tłumaczyć.-Również się uśmiechnęłam i wyszłam z basenu.Ubranie chłopaka na szczęście wyschło.Wzięłam je i oddałam właścicielowi.Przebrałam się i poszłam wybrać jakieś filmy do obejrzenia.W tym czasie Loui się przebrał.Poczułam jak ktoś przytula mnie od tyłu.Oczywiście tym kimś był Tommo.
-I jak,wybrałaś już film?-Zapytał.
-Taak,wybrałam.-Odpowiedziałam.
Tą jakże piękną chwilę przerwał nam dzwonek.Niechętnie odsunęłam się od Louisa.Otworzyłam drzwi,a w nich stał/a...
                                                   ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Łapcie rozdział 10 ;3 Jeśli są jakieś błędy to przepraszam. Jak myślicie,kto dzwonił do drzwi?

2 komentarze:

  1. Śliczny części 💖

    OdpowiedzUsuń
  2. No jak mogłaś zakończyć w takim momencie? :( // imaginy1onedirection.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Cute Green Pencil